Teatr Mumerus

Teatr Mumerus to poszukiwanie nowych form teatralnych, przestrzeni społecznych dla istnienia teatru oraz łączenie go z innych sztukami. Realizujemy tylko rzeczy nowe, ryzykowne - starając się w ten sposób nawiązać do tradycji awangardy.

Zmora

Dramat

Na podstawie trzech rozdziałów „Braci Karamazow” Fiodora Dostojewskiego w przekładzie Barbary Beaupré.

Spektakl jest oparty na fragmentach „Braci Karamazow” Dostojewskiego, wśród których najważniejszy to rozmowa z tytułową zmorą, jedna z najbardziej znanych sekwencji z literatury światowej. W specjalnie skomponowanej, małej przestrzeni Teatru Zależnego rozgrywa się historia zbrodni. Bo „Bracia Karamazow” są także powieścią kryminalną.

RZECZ DZIEJE SIĘ WIECZOREM I W NOC POPRZEDZAJĄCĄ ROZPRAWĘ SĄDOWĄ, w której oskarżonym jest Dymitr Karamazow, a jednym ze świadków ma być jego przyrodni brat Iwan.

POSTACI:

FIODOR PAWŁOWICZ KARAMAZOW (nie będzie go na scenie, bo nie żyje) – pijak, sybaryta, lubieżnik. Człowiek sentymentalny i majętny, część majątku odziedziczył po dwóch zmarłych żonach. Zginął, zamordowany w niejasnych okolicznościach, które będzie wyjaśniał sąd podczas procesu.

DYMITR FIODOROWICZ KARAMAZOW (nie będzie go na scenie, bo siedzi w więzieniu) – syn Fiodora Pawłowicza z pierwszego małżeństwa, człowiek gwałtowny, hulaka, porucznik, nienawidzący (czasami) ojca. Oskarżony, na podstawie poszlak o morderstwo ojca, oczekuje na proces. Wybiegając w przyszłość, możemy zdradzić, że sąd uzna jego winę i skaże na 20 lat katorgi.

IWAN FIODOROWICZ KARAMAZOW (Jan Mancewicz) – syn Fiodora Karamazowa z drugiego małżeństwa, przyrodni brat Dymitra. Ateista, sceptyk, wolnomyśliciel. Autor poematu „Wielki Inkwizytor”, w którym rzeczony inkwizytor skazuje na stos Chrystusa przybyłego powtórnie na świat. Hipochondryk, znajduje się w stanie poprzedzającym zapalenie mózgu.

SMIERDIAKOW (Mateusz Mikoś) – lokaj Fiodora Pawłowicza i najprawdopodobniej jego syn, gdyż ten zgwałcił kiedyś jego matkę, niedorozwiniętą umysłowo karlicę-żebraczkę, Smierdiaszkę. Cierpi na epilepsję. W dzieciństwie wieszał koty, a potem sprawiał im uroczyste pogrzeby. Bardzo dobrze gotuje, lubi również elegancko się ubierać. Otoczony powszechną pogardą; jego domniemani bracia nazywają go „psem” (Iwan) lub wręcz „kurą” (Dymitr).

GOŚĆ (Ryszard Łukowski) – odwiedzał już przedtem kilkakrotnie Iwana, ale zawsze we śnie. Teraz przychodzi po raz kolejny. Według zegara ta wizyta trwa dwie minuty.

ALEKSY FIODOROWICZ KARAMAZOW (Robert Żurek) – młodszy syn Fiodora Karamazowa z drugiego małżeństwa, a więc brat Iwana i przyrodni Dymitra, a także domniemany brat Smierdiakowa. Człowiek głęboko wierzący. Wstąpił kiedyś do klasztoru, lecz na życzenie swojego duchowego przewodnika, mnicha Zosimy, wystąpił z niego, aby pójść w lud.

Projekt realizowany przy wsparciu finansowym Gminy Kraków oraz Województwa Małopolskiego.

Sponsor: Restauracja "Chimera"

Partner: Stowarzyszenie Teatrów Nieinstytucjonalnych STeN w Krakowie

Szczegóły spektaklu

To nie są drzwi. Kodycyl fotografji.

Dramat

Seans teatralno-fotograficzny.
"To nie są drzwi. Kodycyl fotografji" to spektakl o zdjęciach: starych, pożółkłych w rodzinnych albumach. Pozowanych, nieraz przez kilka minut, robionych w fotograficznych atelier. To kodycyl, czyli testament fotografii. Tych, którzy zostali na zdjęciach uwiecznieni, dawno już nie ma, odeszli wraz ze swoją epoką i strojem, w którym zostali sfotografowani. Teraz, wydobyci z pamięci, wracają na jedną godzinę na scenę, by spojrzeć w oczy współczesnym widzom.

Recenzja:
Półtora roku pracy z przerwami. Misterna robota kostiumowa, aktorskie zgranie. To wszystko składa się na kolejny nieoczywisty świat, do którego zaprasza nas Teatr Mumerus. Surrealizm spektaklu „To nie są drzwi. Kodycyl fotografji" w reż. niezawodnego Wiesława Hołdysa wciąga nas – nawet, jeśli do końca tego nie rozumiemy, to chcemy tam być.

Kiedy wchodzimy na widownię, od razu robi się dziwnie, inaczej, trochę nieswojo. Jedna z postaci, przykryta deskami, leży na wznak na scenie i trzyma w ręku krzyżyk. Mężczyzna po lewej stronie,przykryty czarnym całunem, co chwila podnosi się i wystawia nam język, wybałuszając oczy. Możemy zwrócić uwagę, że przez dłuższy czas nie mruga – zaczynamy przecierać oczy, uśmiechając się niepewnie. Teatr Mumerus zabiera nas w kolejną, niezwykłą podróż. Upiornie blade twarze, z których łypią na nas oczy. Przenikliwe spojrzenia świetnych aktorów chcą nas przewiercić na wylot. Postaci niepostrzeżenie zaczynają podnosić się i poruszać. Z głębi sceny przychodzą inne osoby. Dwie młode kobiety i mężczyzna: wojak z ledwo sypiącym się wąsem, czyli lokalna atrakcja i bohater, z którym każdy będzie chciał sobie zrobić zdjęcie. Aktorstwo jest trochę mechaniczne, trochę jakby w duchu Kantora, ale przede wszystkim- charakterystyczne dla Mumerusa.

Po jakimś czasie możemy się zorientować, że najważniejsze są tu właśnie zdjęcia. Postaci pozują w nieskończoność. Przy tym mdleją, upadają, potykają się, mają nieskoordynowane ruchy. Są perfekcyjnie niedoskonałe i przez to upiorne. Trochę przypomina to motyw z serii książek o „Harry'm Potterze", autorstwa J.K.Rowling – tam postaci na namalowanych portretach również ożywały. Właśnie dzięki temu, że ktoś zadał sobie trud ich uwiecznienia. Miały one też pole manewru: mogły wzajemnie się odwiedzać. Spektakl Teatru Mumerus porusza problem pamięci i historii, ale głównie tej symbolicznej, namacalnej w niemych świadectwach. W prawym rogu sceny, w głębi, mamy postać, którą zauważamy głównie z powodu oświetlonych dłoni. Może to być ktoś, kto zajmuje się wywoływaniem zdjęć. Wydobywa kolory, kształty i z ciemnego pomieszczenia wynosi gotowe obrazki – przedstawiające prawdziwych ludzi. Na koniec jawi się jako ktoś bardzo bezwzględny, żyjący w wielkim napięciu. W porównaniu z poprzednimi produkcjami Mumerusa, można zauważyć tu kilka różnic. Przedewszystkim – mamy tu więcej niż zwykle aktorów. Mumerus przyzwyczaił nas do maksymalnie czterech osób naraz na scenie, tutaj mamy ich natomiast dwa razy więcej. Dodatkowo elementy scenografii są tu ustawione nie tylko wertykalnie, ale i horyzontalnie. Dzięki temu scena nie tworzy jednej płaszczyzny, ale mamy wrażenie labiryntu. Co ważne, światło również nie jest już tylko i wyłącznie stałe, punktowe, ale bardziej zróżnicowane, rozdzielające plany akcji. Ciekawą postacią jest też młody chłopak, który siedzi przed blaszaną konstrukcją Wywoływacza Zdjęć. Wszystko, co robi, jest bardzo powolne, dokładne i powtarzane niezliczone ilości razy. Przetasowuje w rękach karty, wykonuje fascynujące iluzje z metalowym kubkiem i ukrytą pod nim czerwonąpiłeczką. Można uznać go za Los, Magika, Śmierć... Właściwie nie wchodzi w interakcję z pozostałymi. Jest raczej bezstronnym obserwatorem, który kaptur zdejmie dopiero przy oklaskach końcowych. Utrzymany w kolorach sepii i szarości, świetny spektakl „To nie są drzwi. Kodycyl fotografji" ciężko jest tak naprawdę opisać. Postaci z międzywojennych fotografii ożywają, wytrwale pozują, sami robią światu i ludziom mnóstwo własnych, analogowych zdjęć, żeby ostatecznie zniknąć za barykadą. Realizm dosłownie ich przytłacza, a zdjęcia są niemal jak wyrok śmierci. Los-Magik rozwiesza karty na sznurkach, na których powinny suszyć się zdjęcia. Z kart można przecież wróżyć, a i każdy ma przecież jakąś swoją kartę. Mniej lub bardziej szczęśliwą lub – mniej lub bardziej pechową. To świat, w który mnie ma nic oczywistego, nie ma jako takiej fabuły, ale jest genialna impresja na temat bohaterów fotografii sprzed lat, o których czegokolwiek możemy dowiedzieć się tylko na podstawie tego, w jaki sposób zostali uwiecznieni.

Joanna Marcinkowska

Dziennik Teatralny Kraków

1 sierpnia 2017

http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/zdjecia-ktore-zyja.html

Szczegóły spektaklu