Piotr Sędkowski - zdjęcie

Piotr Sędkowski

8,8 / 10

53 oddanych głosów

Wiek: 34 lat

Ukończył AT w Warszawie, Rose Bruford College w Londynie oraz Akademię Muzyczną w Bydgoszczy (fortepian).
Spektakle z udziałem tego aktora:

Źli Żydzi

Tragikomedia

Hipnotyzująca, czarna komedia pełna Allenowskiego humoru. Tekst Joshuy Harmona jest od lat przebojem na teatralnych scenach od Los Angeles po Sydney.

Źli Żydzi to współczesna historia z życia nowojorskich Żydów. Czarna komedia pełna Allenowskiego humoru, mająca w tle pytania o tożsamość kulturową i wierność tradycji. Mocny, hipnotyzujący i momentami przezabawny tekst o rodzinie, która spotyka się po pogrzebie dziadka i toczy spór o pozostałą po nim pamiątkę. Wbrew tytułowi – nie tylko o Żydach.

Spektakl dla widzów od 16 roku życia.

Szczegóły

Dziady

Dramat

"WIĘZIEŃ"
Nocy cicha, gdy wschodzisz, kto ciebie zapyta,
Skąd przychodzisz; gdy gwiazdy przed sobą rozsiejesz,
Kto z tych gwiazd tajnie przyszłej drogi twej wyczyta!
«Zaszło słońce», wołają astronomy z wieży,
Ale dlaczego zaszło, nikt nie odpowiada;
Ciemności kryją ziemię i lud we śnie leży,
Lecz dlaczego śpią ludzie, żaden z nich nie bada.

„Dziady” Adama Mickiewicza – najwyższe osiągnięcie polskiej literatury, arcydzieło, które ukształtowało patriotyzm pokoleń Polaków, wielokrotnie inscenizowane: od prapremiery Stanisława Wyspiańskiego, przez najsłynniejsze spektakle: Leona Schillera, Aleksandra Bardiniego, Kazimierza Dejmka i Konrada Swinarskiego z legendarną rolą Jerzego Treli – po 55 latach wracają na afisz Teatru Polskiego w Warszawie.

Janusz Wiśniewski, laureat najważniejszych światowych nagród teatralnych i operowych, autor legendarnych autorskich spektakli: „Koniec Europy”, „Panopticum á la Madame Tussaud”, „Olśnienie”, „Dybuk”, „Faust” i „Arka Noego. Nowy Koniec Europy”, pracuje z Zespołem Teatru Polskiego – po swoim „Quo vadis…” (premiera w 2013 r.) – nad „Dziadami”.

„Dzieje Boga w obrębie duszy ludzkiej”, „mit integracyjny”, „wpisanie sprawy polskiej w uniwersalny układ sił dobra i zła”, „sfinksowa zagadka liczby czterdzieści i cztery – << prawdziwa jak rachunek i dziwna jak mara >>” – te nieśmiertelne motywy tekstu Mickiewicza, o największej w historii polskiej kultury mocy ocalającej, już wkrótce w Teatrze Polskim.

Scenariusz przedstawienia powstał w oparciu o II, IV i III część "Dziadów" Adama Mickiewicza.

Szczegóły

Sztuczne jezioro

Dramat

Brak poczucia bezpieczeństwa, brak poczucia przynależności, brak prawa wyboru, brak poszanowania wolności, brak perspektyw. Czy w dzisiejszych czasach można wymyślić się na nowo i zamknąć się w swojej własnej strefie komfortu? Czy potrzebujemy innych, żeby czuć się częścią czegoś lepszego? Czy wprowadzenie się w stan emocjonalnej pustki jest rozwiązaniem problemów? A co jeśli, za zamkniętymi drzwiami jest tylko nowy, gorszy świat?

Tekst spektaklu powstał podczas improwizacji, podczas których twórcy stawiali sobie pytania dotyczące nurtujących ich współcześnie problemów.

Umieszczając swoich bohaterów w jednym pokoju, z którego nikt nie ma odwagi wyjść, reżyser pokazuje frustracje dzisiejszych trzydziestolatków. Zagubionych, zmęczonych, niepotrafiących odnaleźć się we współczesnym świecie. A jednocześnie pełnych pomysłów, pełnych swoich pasji, których nie są w stanie rozwinąć i które tłumią w sobie. Spektakl konfrontuje różne postawy bohaterów, dotyka tematów różnych światopoglądów, odmiennych zdań na temat tego, czym żyje dzisiejsza scena polityczna.

Czy dzisiejsze pokolenie młodych ludzi jest podzielone i nie jest w stanie żyć w jednym społeczeństwie? Czy problem leży w braku komunikacji, a może w roszczeniowym nastawieniu do życia? Czy rozwiązaniem jest agresja, a może pozostanie biernym obserwatorem? W spektaklu każdy z widzów będzie mógł utożsamić się z różnymi postawami, usłyszy zdania, które mogliby wypowiedzieć jego przyjaciele i znajomi, rozpozna sytuacje, w których być może już się znalazł.

Bezpośredni, brutalny, a jednocześnie pełen poczucia humoru spektakl konfrontuje widzów z tym, z czym zmagają się każdego dnia. Dobra zabawa miesza się tutaj z ponadczasowymi refleksjami, a wielkie problemy czasem ustępują miejsca drobnym rozwiązaniom. Tytułowe sztuczne jezioro będzie lustrem, w którym być może każdy z widzów spróbuje się przejrzeć.

Spektakl jest efektem pracy podczas seminarium na Wydziale Reżyserii pod opieką Mai Kleczewskiej.

Szczegóły

Glenn

Muzyczny

Alienacja, brak wiary w drugiego człowieka, samotność, poczucie pustki. To tylko niektóre tematy poruszane w przedstawieniu opartym na historii ekscentrycznego pianisty i kompozytora Glenna Goulda. Sylwetka tego muzycznego geniusza staje się pretekstem do próby odpowiedzi na pytanie, czym jest samotność i jaką rolę odgrywa w ludzkim życiu. Muzyka wykonywana na żywo, między innymi fragment słynnych Wariacji Goldbergowskich, przenosi widza w fascynujący, a zarazem przerażający świat.

O spektaklu „Glenn” pisze Jan Karow:

Interpretacje muzyki Bacha w wykonaniu Glenna Goulda to spotkania dwóch geniuszy. Obie jego wersje Wariacji Goldbergowskich, mimo że bardzo różne, są paradoksalnie jak wzorzec metra w Sèvres. Dążenie do doskonałości to jednak wyjątkowa ścieżka, kroczenie którą obarczone jest szczególnymi kosztami.

„Glenn” Jana Jelińskiego to kameralna, rozpisana na dwójkę aktorów impresja na temat samotności niezwykłego artysty. Kanadyjskiego pianistę (Piotr Sędkowski) spotykamy w chwili radykalnej decyzji – postanawia zaniechać koncertowania. Przerażony, z roztrzęsionymi dłońmi niepewnie kłania się, po czym wybiega ze sceny. Od tej pory będziemy oglądać go zaszytego przy pianinie, skulonego na niziutkim stołku. Zszargane nerwy próbuje uspokoić płynącym z niewielkiego głośnika szumem i popijanymi mlekiem tabletkami. Ukryte w rękawiczkach, stale zziębnięte dłonie nie przeszkadzają w mozolnym ćwiczeniu. Słychać zarówno fragmenty Ariiotwierającej cykl wspomnianych Wariacji, jak jeden z contarpunctusów z Die Kunst der Fuge czy pierwsze takty toccaty z szóstej partity. Niektóre wykonania się rozpadają. Palce przestają być posłuszne, nie trafiają w odpowiednie klawisze. Rozpadowi ulega też Glenn.

Strukturę przedstawienia wyznaczają trzy wejścia Sonii Mietielicy. Za pierwszym razem wydaje się obrazem z wyobraźni pianisty. W dłoniach trzyma wystukujący umiarkowane tempo metronom. Stawia kroki w rytm jego uderzeń. Zaczyna strofować Glenna. Przerywa mu w pół taktu. Mówi, że gra nierówno. Wszystko to jednak przy dużym opanowaniu. Nie podnosi głosu. W pewnym momencie waha się nawet, czy by nie pogłaskać go po głowie. Dłoń pozostaje ostatecznie zawieszona w powietrzu. W kolejnym wejściu wciela się w starającą się przeprowadzić wywiad dziennikarkę. Wtedy dowiadujemy się o przyczynach zejścia pianisty ze sceny. O tym, że nie jest to jedynie tymczasowa decyzja. O niechęci do estrady. O nienawiści do publiczności, która w jego oczach jest jedynie żądną krwi i sportowych wyczynów tłuszczą. W swoich zdecydowanych poglądach stwierdza, że idealnym stanem dla artysty jest samotność. Gdy widzisz go na ulicy, przejdź na drugą stronę. Zostaw go w spokoju.

I Glenn zostaje sam. Jednak jakaś część jego wnętrza domaga się namiastki kontaktu. Zrywa się na nogi, by wykonać telefon. Dzwoni do kobiety. Nie znamy jej imienia. Nie wiemy, kim jest. Glenn zaczyna jej opowiadać o utworze, który przed chwilą ćwiczył; o tym, że w końcu przejrzał jego dwugłosową budową. Prosi swoją rozmówczynię tylko o jedno – żeby się nie rozłączała. Kładzie delikatnie słuchawkę telefoniczną na klawiaturze i zaczyna grać. Sił wystarcza mu na ledwie kilka taktów. Melodia zaczyna kuleć. Glenn zsuwa się na podłogę, gdzie wpada w konwulsje. Wtedy po raz ostatni na scenie pojawia się Ona. Ma na sobie czarną sukienkę. Jest bosa. W zwolnionym tempie wykonuje łagodne gesty. Skąpana w niebieskim świetle wygląda zjawiskowo. Kim jest? Pięknem? Harmonią? Nie musimy tego wiedzieć, bo – niczym odpowiednio poprowadzony kontrapunkt w muzyce Bacha – dopełnia portretu rozbitego artysty, który dla muzyki zdecydował się na samotność.

Szczegóły