Spektakle z udziałem tego aktora:

Kongres Futurologiczny

Dramat

Spektakl o przyszłości po ludzkim zaniedbaniu naszej planety. Ludzkie ciało to nic nieznaczące naczynie dla podświadomości, społeczeństwo jest intelektualne, a posiadanie dzieci może nam zaszkodzić jeszcze bardziej. Zapraszamy do ćwiczenia wyobraźni, ucieczki od rzeczywistości i wzięcia udziału w kongresie. Zmieńmy bieg przyszłości!

Szczegóły

Być jak Beata

Muzyczny

Muzyczne show jakiego jeszcze nie było. Spektakl, który wzruszył i rozbawił do łez samą Beatę Kozidrak. Zachwyt publiczności budzą aranżacje hitów BAJMU i przezabawne kreacje aktorskie, nadające im nowe, często zaskakujące znaczenie. W teatrze wszystko jest możliwe, nawet najbardziej niepozorny emerytowany policjant, zakonnica czy właściciel bistra z kebabem mogą „być jak Beata”. Zapraszamy zwyczajne dziewczyny, estradowe bestie i skromnych wrażliwców, wszystkich – zadowolimy nawet najbardziej wymagających. Jeśli jesteś sobą i spełniasz marzenia, to możesz wszystko – także „być jak Beata”! Przyjdź i się przekonaj.

Szczegóły

Być jak Beata - Festiwal Polska w Imce

Muzyczny

Muzyczne show jakiego jeszcze nie było. Spektakl, który wzruszył i rozbawił do łez samą Beatę Kozidrak. Zachwyt publiczności budzą aranżacje hitów BAJMU i przezabawne kreacje aktorskie, nadające im nowe, często zaskakujące znaczenie. W teatrze wszystko jest możliwe, nawet najbardziej niepozorny emerytowany policjant, zakonnica czy właściciel bistra z kebabem mogą „być jak Beata”. Zapraszamy zwyczajne dziewczyny, estradowe bestie i skromnych wrażliwców, wszystkich – zadowolimy nawet najbardziej wymagających. Jeśli jesteś sobą i spełniasz marzenia, to możesz wszystko – także „być jak Beata”! Przyjdź i się przekonaj.

Produkcja: Teatr Współczesny w Szczecinie

Szczegóły

Kobieta zagrożona niskimi świadczeniami emerytalnymi

Muzyczny

Nie. Wcale nie napisała Nocy i dni, Maria Dąbrowska jest szczecińską aktorką, jedną z liderek zespołu Teatru Współczesnego. Grała brawurowe role u Anny Augustynowicz i Eweliny Marciniak. Celnie parodiowała Maję Ostaszewską. Niedawno stuknęła jej czterdziestka, przyszło zawiadomienie z ZUS i pojawiło się przerażenie, jak będzie wyglądać emerytura aktorki. Nie ma ról - dla takich jak ja! - wykrzyknęła Maria Dąbrowska. Z tego strachu rzuca się więc na głęboką wodę - chce śpiewać, rozkochać w sobie publiczność, dodać otuchy innym zaniepokojonym przemijaniem kobietom. Wchodzi na szczecińską scenę jako ona i nie-ona. Maria albo Marysia. W swoim niby to domowym koncercie nieodkrytego jeszcze talentu albo recitalu-benefisie przebrzmiałej gwiazdy estradowej, a może nawet przyszłej wesołej lokatorki Domu Aktora w Skolimowie, wraca do piosenek z Opola, do czasów, kiedy jako mała dziewczynka śpiewała razem z “telewizorem” podczas obierania ziemniaków w kuchni. I takie też śpiewanie hitów sprzed lat proponuje nam dzisiaj. Pojawia się przed publicznością wprawdzie w “złotej sukni z cekinami, z wystawnym upięciem blond włosów”, ale nigdy tej domowej kuchni czy łazienki nie opuszcza podczas występu. Proponuje śpiew prywatny, nieefektowny, łobuzerski. Marysia-wokalistka zrobi na scenie wszystko, żeby widz ją kochał, spala się w ogniu namiętności, rzęzi, wypluwa płuca. Królowa estrady, prawda, że samozwańcza, chce zabłysnąć za wszelką cenę i dlatego jest wręcz za dużo wszystkiego w jej scenicznej obecności, w gorliwym dzieleniu się piosenkami, w gestach i interpretacjach. Kluczowy akcent w tym spektaklu położony został nie na perfekcję wykonania, tylko na kondycję psychiczną bohaterki. Co czuje kobieta, kiedy może znów być sobą i być artystką, a wraca na estradę po długiej nieobecności, bo dzieci, bo mąż, bo dom.
Marysia zaśpiewa "Gołębi puch" i “Diamentową kulę” Lombardu, "Odkryjemy miłość nieznaną" Alicji Majewskiej, “Sambę przed rozstaniem” Hanny Banaszak, "Szare miraże" Kory i Manaamu i wiele, wiele innych utworów, które ćwiczyliśmy przed laty z ustawionym na cały regulator odbiornikiem radiowym czy telewizyjnym.

Szczeciński spektakl to trzecie ożywienie tego tytułu. Przed siedmiu laty Maria Dąbrowska wspólnie z Martą Malikowską zaśpiewały te utwory na PPA we Wrocławiu. Był też z tego materiału uliczny performance. Na scenie towarzyszy aktorce perkusista Kuba Fiszer, a słynne hity usłyszymy w nieco powykręcanych aranżacjach. Ale - nie bójcie się - poznamy je bez trudu i zaśpiewamy razem z bezobciachową divą z Wałów Chrobrego.
Łukasz Drewniak, kurator programu teatralnego w Teatrze Starym

Nie bójmy się słowa recital, nie bójmy się słowa artystka. Wyśpiewa piosenki, przy których nasze mamy popłakiwały cicho w kuchni, waląc tłuczkiem w schabowego. Nawet w najbardziej niewygodnych butach, wystąpi tak, jakby się w nich urodziła. Jeszcze nie oswojona, a już zagrożona. Kobieta. Człowiek. Razem z jedynym perkusistą podłączonym do rytmu wszechświata, stworzą złocisty duet. Na ich niebie, dwa słońca mogą płonąć jednocześnie.
mat. prasowe Teatru Współczesnego

Szczegóły

Męczennicy

Bohater sztuki Mayenburga wyreżyserowanej przez Annę Augustynowicz jest współczesnym krzyżowcem, nastoletnim chrześcijańskim talibem, który zaczyna czytać Biblię i porządkować wedle niej rzeczywistość. Ale zaczyna od szkoły. Chce segregacji płciowej na basenie, żąda skromnych i obyczajnych strojów, nie słucha nauczycielek i lekceważy kobiety, bo Pismo każe im przecież być posłuszne mężom.

Odrzuca teorię ewolucji, wierzy, że modlitwa leczy, że trzeba zachowywać wstrzemięźliwość seksualną. Nie wiadomo, czemu zwraca się ku Księdze. Może nie jest pewny swojej tożsamości seksualnej, może niepokoi go widmo nieuchronnej inicjacji, może po prostu ma dość etycznego bezhołowia, jakiemu oddają się jego rówieśnicy. Diagnoza jest słuszna, terapia przynosi straszliwe skutki. Benjamin Sudel wyciąga coraz podlejsze wnioski z lektury Biblii – odnajduje Boga karzącego i mściwego, uczy się z niej pogardy dla kobiet, nienawiści do Żydów i wszystkich ludzi innej wiary i inaczej myślących.

Mayenburg pokazuje, jak łatwo można w pismach świętych religii wszelakich znaleźć dogodny i użyteczny cytat na potwierdzenie własnych złych zamiarów. Anna Augustynowicz zdaje sobie sprawę, że niemiecki autor napisał swą sztukę przewrotną, że przydał chrześcijańskiemu konwertycie wszystkie cechy wojującego islamisty. Jej młody aktor, Benjamin Konrada Bety, rozbija w proch i pył fundamenty społeczeństwa liberalnego. Mayenburg i Augustynowicz pokazują krok po kroku jak przed radykalnym chłopakiem kapitulują kolejni nauczyciele, koledzy, matka, dyrekcja szkoły. Wiele małych ustępstw zmienia szkołę i relacje międzyludzkie nie do poznania. Konrad Beta jest blondwłosym delikatnym chłopcem.

Na jego twarzy nie ma nienawiści, jest pewność i siła. Ale Benjamin dochodząc swoich praw jednocześnie odbiera prawa innym uczniom i nauczycielom. Jak długo można się cofać? Dlaczego musimy ustępować, skoro to my mamy rację? – pyta w końcu nauczycielka biologii (Sara Cellar - Jezierska). I jej odpowiedzią na oskarżenia Benjamina o molestowanie seksualne staje się akt świeckiego, liberalnego – jakkolwiek by to komicznie nie zabrzmiało – męczeństwa. Religia to nie nauka, rozum nie przypadkiem zawsze jest przeciwko wierze, wolność światopoglądowa to fundament nowoczesności.

W finale spektaklu Augustynowicz to ona, a nie Benjamin, dokona ofiary: przybije gwoździami swoje stopy do szkolnej ławki. Nawet wyrzucona dyscyplinarnie z zawodu, nigdzie stąd nie pójdzie, miejsce nauki i wiedzy jest w szkole. Wiara nie potrzebuje murów.

Szczegóły