Małgorzata Urbańska - zdjęcie

Małgorzata Urbańska

8,5 / 10

2 oddane głosy

Spektakle z udziałem tego aktora:

Widzę nic

Musical

„Widzę nic" jest spektaklem o Anecie – trzydziestokilkuletniej dziewczynie, która popełnia samobójstwo i całe życie przelatuje jej przed oczami. To uniwersalna historia o potrzebie poznania i zrozumienia, a tytułowe „nie-widzenie” – paradoksalnie – umożliwia prawdziwe poznanie rzeczywistości, albowiem uwalnia od złudzeń i fałszu.

Monodram, napisany przez Filipa Zawadę, na scenie został rozpisany przez reżysera Pawła Palcata na osiem głosów i niemą matkę. To spektakl, w którym fragmenty rzeczywistości rezonują z transowymi chóralnymi śpiewami do muzyki Łukasza Wójcika-Zawieruchy.

Szczegóły

“Zabijanie Gomułki” Teatr im. H. Modrzejewskiej w Legnicy

Pod tytułem “Zabijanie Gomułki” ukrywa się błyskotliwa adaptacja powieści “Tysiąc spokojnych miast” Jerzego Pilcha. Jacek Głomb i jego dramaturg Robert Urbański dali się ponieść żywiołowi gawędy, intelektualnej spekulacji, obyczajowych fanfaronad. To jest opowieść o narodzinach mitu, domowej, prywatnej legendy o tym, jak trzej luteranie z Wisły: arcypieczeniarz Pan Trąba, mały Jerzyk i jego ojciec Naczelnik w pamiętnym roku 1963 wyruszyli, albo tylko zapragnęli wyruszyć do Warszawy, żeby zabić (ustrzelić z chińskiej kuszy!) towarzysza Gomułkę i ocalić Polskę. Legnicki spektakl nie udaje relacji z hipotetycznego zamachu, bywa raczej lekcją zagadywania codzienności, wiarygodną kreacją polskiego Macondo, które śmieje się z siebie, zamiast nad sobą zapłakać. I ma w sobie podobne ciepło do tego, jakie czasem wyłazi z albumów ze starymi fotografiami. Jest pełne dobroduszności w patrzeniu na bohaterów, dla których wódka jest tak samo ważna jak psalm. Świat Pilcha przeczytanego przez Głomba zamieszkują ludzie dobrzy, choć ze względu na swą absolutną dobroć, nieco paranoiczni. Wielcy w swych nałogach, śmiesznostkach i rojeniach, niby lutersko, twardo stąpający po ziemi, a łaknący baśni o sobie. I potrafiący własną małość przekuć w homerycki brąz.

Centrum tego świata jest oczywiście Pan Trąba, czyli Pilchowy luterski Zagłoba, kuzyn gogolowskiego Chlestakowa, Odyseusz ziołowej nalewki. Grający go Zbigniew Waleryś z miejsca rozkochuje w sobie widza, który próbuje nadążyć za meandrami jego myśli. Waleryś tworzy jedną z najciekawszych pijackich kreacji polskiego teatru. Człowieka upijającego się swoimi fantastycznymi wizjami bardziej niż wódką. Ma się wrażenie, że sam siebie zagada na śmierć, że słowa porwą i zaniosą go w jakiś absolutnie nie-dramatyczny odmęt. "Nie dla smaku piję, ale dla wzmożenia egzystencji" - ogłasza światu Pan Trąba, a my za jego przyjacielem kiwamy głową z uznaniem: "Dobra fraza i nagrody godna!".

Szczegóły