Bartosz Budny - zdjęcie

Bartosz Budny

8,9 / 10

71 oddanych głosów

Wiek: 33 lat

Spektakle z udziałem tego aktora:

Rokcy Babloa

Dramat

„Rokcy Babloa” to autorski spektakl Teatru Alatyr inspirowany filmem „Rocky” oraz biografią Sylvestra Stallone'a – obecnie gwiazdy i ikony Hollywoodu, kiedyś początkującego aktora dorabiającego jako bileter w kinie. Jego niskobudżetowy film bokserski, do którego scenariusz napisał w ciągu trzech dni, na 49. ceremonii wręczenia Oskarów dostał 10 nominacji i 3 statuetki. Świat zakochał się w historii o pięściarzu – amatorze, który stanął do walki o tytuł mistr świata z aktualnym championem. Hasło na plakacie filmu brzmiało: Miał szansę jak jeden do miliona.

Stallone swoją okazję wykorzystał. Czy każdy może odnieść sukces na jego miarę? Fabuła, warstwa muzyczna, przebieg akcji i występujące w przedstawieniu postaci nie są przeniesieniem na scenę filmowego obrazu. Uwaga twórców skupia się na wpływie jaki „Rocky” wywarł i wywiera na kino, społeczeństwo i poszczególnych ludzi - opowiadając własną, uniwersalną historię.

Historię nas, którzy robimy ten spektakl.
Historię naszych zwycięstw i porażek.

Spektakl zrealizowany w ramach rezydencji w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Spektakl otrzymał dofinansowanie ze środków Miasta Stołecznego Warszawa.

Szczegóły

Krzesiwo

Dla dzieci

Przedstawienie Jarosława Kiliana, z muzyką Grzegorza Turnaua, powstało w oparciu o jedną z najpiękniejszych baśni Andersena. Adaptacja dokonana przez Hannę Januszewską należy do klasyki literatury dramatycznej dla dzieci. To poetycka opowieść o odwadze w dążeniu do spełnienia marzeń, miłości i sile wyobraźni. Śpiewogra została zrealizowana w planie lalkowym. Inspiracją dla scenografii stały się wycinanki Hansa Christiana Andersena.

Przedstawienie przeznaczone dla widzów od lat 4.

Szczegóły

Don Juan

Dramat

Oto on - uwodziciel wszech czasów z latawcem zamiast serca. Inteligentny łowca wrażeń z naturalną skłonnością, by ulegać wszystkiemu, co go pociąga. Uwodzi, zniewala, kłamie, grzeszy. Ledwo zdołał uprowadzić z klasztoru Donnę Elwirę, a już planuje kolejną zdobycz i erotyczne chuligaństwa – porwanie zakochanej w innym niewiasty, uwiedzenie hożych wieśniaczek Karolki i Małgośki. Czy bezbożnik znajdzie w sobie odwagę, by stanąć twarzą w twarz ze Śmiercią?

Spektakl łączy historię słynnego Molierowskiego kochanka ze światem filmów Ingmara Bergmana. Dlatego motywy niewierności, miłosnej udręki i zwątpienia w istnienie metafizycznego ładu uzupełniają się, a spotkanie filmowej narracji ze stylistyką wykorzystującą lalki wkłada komedię Moliera w nieco inny kontekst.

Szczegóły

Aktorzy koszalińscy, czyli Komedia Prowincjonalna

Dramat

BAŁTYCKI TEATR DRAMATYCZNY IM. JULIUSZA SŁOWACKIEGO W KOSZALINIE

Piotr Ratajczak po raz kolejny próbuje zrekonstruować w teatrze film z nurtu kina moralnego niepokoju. Opowiadał już uwspółcześnioną wersję Wodzireja i Bohatera roku, teraz przyszedł czas na Aktorów prowincjonalnych Agnieszki Holland. To dobry tytuł dla teatru bo reżyserka przyglądała się w nim rozgoryczonej i zawiedzionej mikrospołeczności. Artyści ze sceny na uboczu, anonimowi, niespełnieni aktorzy, ze swoimi ambicjami, nałogami i udrękami stawali się w tym filmie lustrem podstawionym polskiemu społeczeństwu na chwilę przed kryzysem 1980 roku.

Do prowincjonalnego miasta przyjeżdżał reżyser z Warszawy, miał ze słabym miejscowym zespołem wystawić Wyzwolenie Wyspiańskiego. Wszyscy cieszą się, że będzie sukces, że Polska o nich usłyszy. Kamera zagląda za kulisy, widzi lokalne układy i gry personalne, demaskuje nieprzygotowanego, lekceważącego prowincję reżysera- karierowicza, pokazuje jak marzenia zamieniają się w beznadzieję, jak główny bohater przegrywa walkę o ważną rolę, o “myślenie” i “sprawę” w teatrze. Piotr Ratajczak namówił koszaliński zespół, który nie boi się o sobie mówić: jesteśmy prowincjonalnym teatrem, działającym naprawdę na uboczu, z daleka od teatralnego centrum, na radykalny rachunek sumienia, na wywleczenie na scenę prywatności. Owszem, opowiada się tylko lekko uwspółcześniona historia z filmu Holland, ale przede wszystkim słuchamy prywatnych narracji zespołu. Aktorzy mówią za siebie, zdradzają, jak trafili do Koszalina, jak wygląda praca tutaj i co im w życiu wyszło a co nie.

Opowiadają o rozbitych związkach, nałogach, wypadkach, braku wiary w siebie, no i o swoim stosunku do chałturzących na prowincji młodych reżyserów. Śmiejemy się z teatralnych anegdot, z konfliktu charakterów, rozziewu między codziennością życia w teatrze a planami stworzenia widowiska o potencjale festiwalowym. Bohaterem przedstawienia nie jest jak u Holland jeden aktor walczący z inercją grupy, tylko cała gromada aktorska, działająca na scenie niczym antyczny chór. I bardzo szybko orientujemy się jako widzowie, że koszalińscy aktorzy nie opowiadają o sobie tylko o Polakach AD 2018, że nasze życie też jest takie, tylko zorganizowane w innej scenografii. Wygłupiamy się w nim i płaczemy na przemian.

Spektakl Piotra Ratajczaka będąc opowieścią o kondycji polskiego aktora, o realiach uprawiania sztuki na prowincji pokazuje również pęknięcia w naszym społeczeństwie, choroby, które dotyczą nas wszystkich. Paradoksem tej realizacji jest, że opowiadając o klęsce, niespełnieniu i niedosycie przebojem podbija polskie sceny i festiwale.

Może więc tak właśnie trzeba w teatrze?

Szczegóły

Trzej Muszkieterowie

“Trzej muszkieterowie” to powieść, która stała się dla nas pretekstem do cofnięcia się w czasy dzieciństwa - gdzie naszymi miejscami zabaw nie były wzgórza XVI-wiecznego Paryża, ale podwórka z kilkoma drzewami, piaskownicą i pordzewiałym trzepakiem.

Każdy spektakl ma być wyzwaniem - dlatego zaledwie dwóch aktorów odgrywa osiemnaście postaci. Żeby utrudnić zadanie, dodajemy muzykę graną na żywo na tuzinie instrumentów (przez jedną osobę); na scenę rzucamy też scenografa, który na żywo przygotowuje kolejne rekwizyty, kostiumy i lalki. W opowieści o tym jak dzielny d’Artagnan usiłuje zostać jednym z królewskich muszkieterów kryje się dla nas pochwała zabawy i fantazji, historia o lojalności względem przyjaciół, tęsknota za czasami, w których nie było nic złego w noszeniu krótkich spodenek i bieganiu po dachach garaży.

Szczegóły